Kacper – Nieokiełznany

Kacper właśnie zdał do drugiej klasy. Nie byle jak, bo z wyróżnieniem i aż z dwiema nagrodami. W dodatku znalazł się w pierwszej trójce najlepiej czytających dzieci w klasie.

Poza tym dobrze rysuje, świetnie kopie w piłkę i do zaprezentowania ma już całkiem sporo osiągnięć. Przede wszystkim jednak jest jeszcze bardzo małym dzieckiem, któremu u progu życia przyszło się zmierzyć z chorobą i śmiercią mamy, a wcześniej z ogromną niefrasobliwością świata dorosłych. I teraz Kacper się buntuje.
Symbolika liczb potrafi zbić z tropu. O Kacprze, najstarszym z szóstki osieroconego przed rokiem rodzeństwa, rozmawiałam z jego babcią 28 czerwca. Dokładnie w pierwszą rocznicę śmierci mamy Marleny, która umarła w swoje 28 urodziny... Półtora roku wcześniej nagle straciła przytomność, a diagnoza przeraziła, chociaż nie odebrała nadziei, prowadząc Marlenę od jednej do drugiej operacji, a potem kolejnych naświetlań. W pewnym momencie wypisano Ją nawet z koszalińskiego hospicjum, bo wyglądało, że jest lepiej. Swój ostatni miesiąc życia spędziła znowu na tamtejszym oddziale stacjonarnym. W domu, oprócz najstarszego Kacpra, zostały: Weronika, Wiktoria, Karol, Marcel i zaledwie roczna Oliwka. Na hospicyjnym łóżku umierająca na raka mózgu kobieta pamiętała tylko o swoim pierworodnym.
Ciężka choroba zmienia każdy dom, ale ten, jeszcze zanim się objawiła, był mało stabilny. – Dom bez „przepraszam” i „dziękuję” – wspomina Pani Elżbieta, babcia, która po śmierci Marleny zamieszkała z dziećmi i przejęła nad nimi opiekę. Rodzina, powiększająca się prawie co rok, zajmowała jeden pokój z kuchnią, bo łazienka była już wspólna z sąsiadami. Tak jest zresztą do dzisiaj. Ojciec pracował za granicą i na miejscu bywał rzadko. A kiedy był, razem ze swoją partnerką nie dawali dzieciom najlepszych wzorców. Na domiar wszystkiego dwójka rodzeństwa Kacpra jest autystyczna.
Kiedy ma się siedem lat i zostaje sam, bo umiera mama, a tata wkrótce trafia do zakładu karnego, to czy można się pogubić? Można. Kacper, bystry i uzdolniony chłopiec, bardzo się miota. Przez pierwsze miesiące po śmierci prawie co noc wołał babcię, jakby sprawdzał, czy żyje. Bez niej nie chciał nawet pójść do łazienki.
Teraz próbuje przejąć domowe stery, bo wyszło mu, że z „mężczyzn” jest w domu najstarszy. Ośmioletnia głowa domu. Prawie dorosły. – Muszę bardzo Kacpra pilnować. Mam wrażenie, że wyprowadzenie go na prostą może mi zająć jeszcze z rok – wzdycha babcia. – Z młodszą o rok Weroniką już mi się udało.
Z Kacprem też się uda. To chłopiec z dużym potencjałem. Jeszcze w zerówce przyniósł do domu dwa medale, zdobyte w Szczecinku podczas rozgrywek w piłce nożnej, a jego rysunki już od jakiegoś czasu zdobią ściany Ośrodka Zdrowia w pobliskich Bobolicach. Fascynuje go przyroda, a ulubionym programem w telewizji jest „Galileo". Wśród marzeń największe dotyczy własnego psa – „takiego malutkiego”, by mógł mieszkać w domu.
W tym roku Kacper wraz z młodszym rodzeństwem po raz pierwszy uczestniczył w hospicyjnym Dniu Dziecka. – Wyraźnie zainteresowany atrakcjami, na początku tylko obserwował, jakby się bał – wspomina babcia. – Od Funduszu Dzieci Osieroconych otrzymał plecak i piłkę. Jaki on był szczęśliwy!
Kacper, trzymaj się chłopie!