Wiktoria – Radosna

Jej imię oznacza „zwycięstwo”. Mimo że w przypadku Wiktorii walka z przeciwnościami losu była niezwykle dramatyczna, dzisiejsza trzynastolatka prawie każde zdanie zaczyna od słów: „Cieszę się, że…”


Mama Wiktorii, pani Joanna, przedstawia trójkę dzieci: najstarszy Amadeusz właśnie ukończył technikum mechaniczne i zdał maturę. Wiktorię już poznaliśmy. Najmłodsza Konstancja tuż po wakacjach pójdzie do pierwszej klasy szkoły podstawowej.

Mąż pani Joanny, Tomasz, zmarł na nowotwór mózgu pięć i pół roku temu pod opieką Hospicjum w Wałbrzychu. Do tamtej pory to właśnie On utrzymywał rodzinę. Samotna matka musiała stawić czoła drastycznie odmienionej rzeczywistości, chociaż szczęśliwie mogła wówczas liczyć także na swoją mamę i na pomoc ze strony Hospicjum, co wspomina z wielką wdzięcznością. Żeby utrzymać siebie i dzieci, otworzyła własną działalność gospodarczą: studio florystyczno-dekoracyjne. To był bardzo ciężki czas i co gorsza – powodów do niepokoju miało być jeszcze więcej.

Wiktoria niespodziewanie zaczęła traciła przytomność. Badania wykazały poważną wadę serca, a choroba ujawniła się dopiero w tym najtrudniejszym emocjonalnie dla dziecka okresie. – Serce po prostu „przeciekało” – opowiada Mama. – Konieczna była operacja założenia specjalnego implantu.

Dziewczynka dochodziła do siebie po udanym zabiegu, kiedy wydarzył się kolejny wypadek. W czasie zabawy z siostrą doznała urazu czaszki, najprawdopodobniej na skutek uderzenia głową w ścianę. Świadkiem wydarzenia była jedynie czteroletnia wówczas Konstancja, która myśląc, że omdlenie Wiktorii jest elementem zabawy, przez jakiś czas robiła nieprzytomnej siostrze okłady „na niby”. Dopiero po dłuższej chwili zaalarmowała mamę. – Byłam przerażona, myślałam, że to z powodu serca – wspomina pani Joanna.

Wiktoria odzyskała niebawem przytomność, ale w wyniku urazu utraciła pamięć. – Nikogo nie poznawała, ani mnie, ani babci. Nie pamiętała że Tata umarł, pytała, gdzie On jest. Przez rok chodziła na specjalną terapię do psychologa. Na szczęście już jest dobrze – wzdycha z ulgą Mama.

Są też wspomnienia piękne i niezwykłe. Jak to, kiedy Wiktoria jedzie na wycieczkę zorganizowaną przez Hospicjum do Warszawy, do Pałacu Prezydenckiego. Poznaje Parę Prezydencką, a w tym czasie znany fotograf, Witold Flak, dostrzega poprzez swój obiektyw niezwykłą małą modelkę. Robi jej zdjęcia, rozmawiają, Wiktoria opowiada swoją trudną historię. Nawiązuje się kontakt, który trwa do dziś. Wiktoria, zachęcona przez pana Witolda, rozpoczyna kurs fotografii, sfinansowany przez Fundusz Dzieci Osieroconych. Rodzi się największa życiowa pasja dziewczynki.

Znany fotograf zachęca Ją także do wzięcia udziału w konkursie plastycznym organizowanym przez fundację Jolanty Kwaśniewskiej, zatytułowanym: „Moje wymarzone wakacje”. Praca Wiktorii wygrywa, a w nagrodę Mama i Córka jadą na niezapomnianą wycieczkę do Egiptu.

Wiktoria właśnie dostała się do dwujęzycznego gimnazjum, jednego z najlepszych w Wałbrzychu. To wielki sukces i powód do radości. Co jeszcze cieszy naszą bohaterkę?

– Bardzo lubię rysować. Kiedy mam wolny czas, biorę kartkę ołówek i szkicuję to, co w danym momencie oddaje moje uczucia. Kocham robić zdjęcia, najbardziej czarno-białe portrety. Staram się, żeby fotografie były bardziej prawdziwe niż piękne. Moje ukochane zdjęcie? Zrobiłam je rok temu na plaży. To portret małej dziewczynki mocno przytulonej do swojej mamy, chroniącej się przed silnym wiatrem wiejącym od morza. Zdjęcie wyraża niepokój dziecka, ale też poczucie bezpieczeństwa w ramionach mamy – mówi Wiktoria.

Ona sama, bezpieczna wśród kochającej Rodziny, w przyszłość spogląda z wielką odwagą i pogodą ducha. Powodzenia, Wiktorio!