Bartuś – Iskierka

Bartuś to przysłowiowe „żywe srebro”. Wszędzie go pełno. Ma niespożyte zapasy energii, zupełnie jakby czerpał ją z promieni słonecznych.

Ulubionym dźwiękiem jego Mamy, rozpoczynającym każdy dzień, jest tupot małych bosych nóżek, kiedy chłopczyk wyskakuje z łóżka i przybiega, żeby się przytulić.

Dla niego warto się uśmiechać i dzielnie wkraczać w codzienność, mimo że w sercu tkwi żal i tęsknota za młodszym Synkiem, który odszedł.

– Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie łatwo o tym rozmawiać – mówi pani Katarzyna, mama Bartusia i młodszego o piętnaście miesięcy Szymona, którego zabrakło niecały rok temu. Podobno czas leczy rany, ale nie w tym przypadku. Pani Kasia odnosi wrażenie, że z każdym dniem jest jakby trudniej radzić sobie z żałobą. Mimo że upływ czasu nie przynosi ukojenia, to miłość, i tylko ona, jak stalowa lina utrzymuje rodzinę na powierzchni i pomaga dźwigać wszelkie ciężary. Miłość do Szymka, która jest już na zawsze, i do Bartusia, małego Słoneczka, rozgrzewającego uśmiechem każdy poranek płynącego dalej życia.

– Szymuś był śliczny, wspaniały. Kochaliśmy Go, jak mogliśmy. Bardziej chyba nie da się kochać. Był dzieckiem leżącym, z bardzo poważnym uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego. Lekarze mówili, że najprawdopodobniej nie widzi, nie słyszy, jednak jestem pewna, że nas i widział, i słyszał – mówi pani Kasia.

Szymuś przyszedł na świat poważnie niedotleniony. Rozpoznano u niego encefalopatię niedotlenieniowo-niedokrwienną. Nie miał odruchów pierwotnych, nie umiał przełykać. Kontakt z dzieckiem można było nawiązać głównie przez dotyk. – Mimo to czytaliśmy Mu bajki, słuchaliśmy wspólnie piosenek. Wszystko tak, jak z normalnym, zdrowym dzieckiem. Nieustannie walczyliśmy. Trzeba było rehabilitować dosłownie wszystko – opowiada pani Katarzyna.

Szymek został podopiecznym Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych w Szczecinie jeszcze w trakcie trzymiesięcznego pobytu w szpitalu, gdzie przebywał od urodzenia. Dostał niezbędny specjalistyczny sprzęt: ssak, pulsoksymetr, koncentrator tlenu, dzięki czemu mógł wrócić do domu. Pani Kasia: – Nigdy nie liczyłam, ile to było dni. Ważne, że mógł być z nami, że byliśmy wszyscy razem. Jeździliśmy z Szymusiem do Polskiego Związku Głuchych, założyliśmy mu aparaty słuchowe. Rehabilitacja ruchowa metodą Vojty i NDT Bobath, logopeda, neurologopeda. Staraliśmy się robić wszystko, co tylko było w naszej mocy. Mąż musiał wyjechać do pracy za granicę, żeby na to wszystko zarobić.

Pani Kasia bardzo cieszy się z tego, że Bartuś mógł poznać młodszego o ponad rok Brata: – Choć sam był jeszcze malutki, przytulał się do Szymusia, głaskał go, kochał. Nawiązała się braterska relacja. Mamy piękne zdjęcia, to nasze pamiątki.

Szymuś odszedł 19 sierpnia 2012 roku. Rodzina zachowała kontakt z Hospicjum. Bartuś regularnie dostaje zaproszenia na różnego rodzaju imprezy, wyjazdy, otrzymuje upominki z okazji świąt oraz Dnia Dziecka. Był z Mamą na balu karnawałowym.

– Dzięki temu wszystkiemu poznaliśmy przyjaciół. Jestem im głęboko wdzięczna i będę już do końca życia. Byli dla Szymka jak rodzina – mówi o pracownikach hospicyjnej opieki domowej pani Katarzyna.

Tymczasem mały Bartuś rośnie jak na drożdżach, po prostu rozkwita. Podczas gdy Mama pracuje, chłopczyk chętnie spędza czas w żłobku, wręcz uwielbia tam chodzić. Ma towarzystwo innych dzieci, mnóstwo zabawek. Poza tym jest po prostu małym, kochanym łobuzem.

– Moja cierpliwość czasem jest na granicy – mówi ze śmiechem pani Kasia. I dodaje: – Ale to lepsze niż kiedy dziecko tylko siedzi i ogląda bajki w telewizji. To wielki pieszczoch, lubi się przytulać. Kocha ruch, jest cudowny. Trzyma nas w pionie. Gdyby go nie było, chyba byśmy się załamali. A tak jest dla kogo wstawać codziennie z łóżka.