Ania – Wszędobylska

Na rowerze u koleżanki, przy krowach i cielakach w oborze, na boisku z piłką, na schodach z gitarą, za kierownicą ciągnika, w kuchni, w kurniku, o, tam biegnie, już jest za płotem. Ania ma bardzo mało czasu na nicnierobienie.

Życie każdego dnia przynosi Jej tyle ofert, że czasem aż trudno którąś wybrać. Wokół pola, ogród, w domu kochani rodzice i młodszy brat Antoś, w sąsiedniej wsi oddana przyjaciółka. Jednak do pełni szczęścia Ani zawsze już będzie brakować babci. Do stycznia 2013 roku była z Nią przecież zawsze.

Pani Gizela z rakiem walczyła przez 1,5 roku. W którymś momencie było już jasne, że przegrywa i pod koniec znalazła się pod opieką Poradni Paliatywnej oraz Domowego Hospicjum w Olsztynie. Jednak do ostatnich swoich dni chciała, by Jej pokój służył dzieciom za bawialnię. – Tylko mi odgruzuj szlak do łóżka – żartowała do swojej synowej. – One do końca mają być ze mną. Trudno się dziwić, przecież Ania i Antoś byli dla Niej najważniejsi. Starsze wnuczki mieszkały za granicą, a Ania zawsze była obok. Jej Ania...

Babcia z wnuczką miały do obgadania wiele spraw. Razem piekły ciasta, chodziły do kur i gęsi, plotkowały o tym i owym. Nierzadko po niemiecku, bo Pani Gizela, rodowita Warmianka, często w tym języku zwracała się do Ani. Skutek tego taki, że dzisiaj dziewczynka mówi nim prawie płynnie i zadziwia rodzinę, mieszkającą na stałe pod Dortmundem. Zresztą do języków ma wyraźny talent, o czym świadczą celujące oceny na szkolnych testach z angielskiego.

– Ania to takie normalne, żywe dziecko – mówi mama Joanna. – Pełne pomysłów na każdą minutę, nigdy się nienudzące. W gospodarstwie to chyba zresztą niemożliwe. Ani wszędzie jest pełno.

Bo też Ania ma wybór. A to rowerowy rajd po okolicy, a to jazda ciągnikiem po polu (trochę zakazana, ale zawsze z tatą), zabawy z trzema pokoleniami kotów (babcią Minią, mamusią Buraską i tym małym jeszcze nienazwanym, który na świat przyszedł 1 czerwca), Luna i Saba – ukochane psy, ukochane cielaki, ukochane konie, choć te akurat nie w gospodarstwie rodziców. Trzeba jeszcze pomóc przy drobiu, i to tak, by starczyło czasu na pogranie w nogę. Mecze w telewizji? Nie, Ania jej prawie nie ogląda. Przecież świat za szybką telewizora jest dużo mniej interesujący niż ten na wyciągnięcie ręki. Jeśli jeszcze trzyma się ulubioną kanapkę z sałatą i pomidorem, a w kieszeni ukrywa się orzechowa czekolada, można śmiało myśleć o jego zdobywaniu.

Tylko Ani bardzo brak jest babci. – Tak by się cieszyła, gdyby wiedziała, że zobaczyłam Gdańsk – powiedziała po powrocie z klasowej wycieczki do Trójmiasta i nie mogła powstrzymać łez. Jej Pierwsza Komunia św. też była naznaczona tą nieobecnością, mimo że Pani Gizela, przeczuwając śmierć, przekazała rodzicom Ani pieniądze na prezent.

Po śmierci babci Ania i Jej młodszy brat Antoś objęci zostali pomocą ze strony Funduszu Dzieci Osieroconych. Dla obojga Pani Gizela była kimś niezwykle ważnym i odchodząc, pozostawiła po sobie świadomość wielkiej utraty. Teraz ważne jest, by nie zacierając wspomnień, ukoić ból.