Przemek – Buntownik

Znacie ten typ? Wesoły, uśmiechnięty, towarzyski, wygadany, ale pod maską ukrywa swoją prawdziwą twarz. Raczej smutną, bo wciąż trudno zaakceptować taki los.

Tata Piotr zmarł w wieku 48 lat na raka jelita grubego. Przemek miał wówczas 15 lat i zaczynał trzecią klasę gimnazjum. Śmierć nie przyszła nagle, przez pół roku Pan Piotr znajdował się pod opieką Domowego Hospicjum dla Dorosłych w Bartoszycach i niby był czas, by do myśli o jego odejściu przywyknąć. Jednak kiedy to się stało – w obecności żony, Przemka i starszej córki Magdy – rozpacz nie chciała odpuścić. – Do domu przyjechało dwóch panów z firmy pogrzebowej, by zabrać męża do zakładu – wspomina Pani Ala, mama. – Nie byli w stanie sobie poradzić z ciałem i zapytali się, czy w domu jest jakiś mężczyzna. Co miałam im powiedzieć? Jedyny mężczyzna właśnie umarł. Koniec końców to Przemek pomagał im we wkładaniu własnego ojca do worka. Tak się wtedy i jeszcze przez wiele miesięcy bałam o syna. Jak on sobie z tym poradzi?

Radził sobie różnie. Najpierw, wydawało się, że zupełnie nieźle. W szkole miał dobre wyniki, a po lekcjach grał w koszykówkę i "breakował", zdobywając nawet laury (III miejsce w Turnieju Break Dance w kategorii do lat 15, przyznane przez Burmistrza Bartoszyc). W miejscowym Młodzieżowym Domu Kultury próbował szkolić dzieci, ale musiał zrezygnować. Początkowy entuzjazm adeptów szybko wygasł, kiedy okazało się, że spektakularne rezultaty są wynikiem morderczego treningu.

Po roku trafił do liceum, do klasy matematyczno-fizycznej. Nic dziwnego, w przyszłości chce studiować na Politechnice Gdańskiej i zostać programistą, a komputer jest Jego pasją od lat. Tylko że nagle świat zdecydowanie zszarzał, przyszedł bunt. – Było dość ciężko, poszedłem do psychologa, pomogło – Przemek jest konkretny, więc i Jego wypowiedzi zwarte. Mama o swoim lęku i niepewności, czy syn wyjdzie z depresji, opowiadała trochę więcej. Dorastający nastolatek, nawet bez jakichś nadzwyczajnych okoliczności, nosi w kieszeni zapalony lont. Co dopiero, gdy musi poradzić sobie z takimi wspomnieniami.

Jednak niektórym wspomnieniom dobrze jest wyjść naprzeciw. Tata Przemka grał na gitarze, a przy tej gitarze śpiewał. Pół roku temu syn też schwycił za instrument, a w sieci znalazł słowa nie do końca zapamiętanych piosenek. Sam sobie akompaniując zaczął śpiewać i wracać do tamtych chwil. – Pociągnąłbyś parę przebojów przy ognisku? – pytam. – No pewnie – Przemka najwyraźniej nie peszą publiczne występy. – Już w przedszkolu nam powiedziano, że naprawdę ma ładny głos – dorzuca mama.

Zaraz po śmierci swojego taty Przemek objęty został opieką Funduszu Dzieci Osieroconych. W ramach wsparcia mama może nabywać dla Niego do określonej kwoty rzeczy niezbędne do szkoły, w tym książki, elementy wyposażenia komputera, odzież i buty sportowe, tak by bez przeszkód mógł realizować swoje zainteresowania. – To dla nas nieoceniona pomoc. I tak jest ciężko, ale bez tych środków trudno mi sobie wyobrazić nasze życie – przyznaje mama.

Marzeniem Przemka są studia w Gdańsku i osiedlenie się w Trójmieście. Jak na buntownika to żadne fajerwerki – zwykłe, spokojne życie, w perspektywie również z rodziną. Ale bunt nie zawsze zmierza w stronę anarchii, bywa też ucieczką przed zakrętami losu w kierunku prostej. Przemku, szerokiej drogi!