Kinga – Przyjaciel

Nie poznałyśmy się osobiście, a rozmowa przez telefon odbiera wiele możliwości. Za to wyczula na niuanse, które w innych okolicznościach mogłyby umknąć.

Moja rozmowa z  Kingą, od 5 lat podopieczną Funduszu Dzieci Osieroconych, nie była łatwa.

– Jaka jestem? Chyba dość wysoka, raczej blondynka z wyraźnie niebieskimi oczami. Codziennie dojeżdżam z mojej miejscowości do warszawskiego liceum. Chciałabym studiować stomatologię, wiem to już od gimnazjum i dlatego wybrałam medyczny profil klasy. Co jeszcze… Biegam, jeżdżę na rowerze, rolkach, 3 razy w tygodniu trenuję tenis stołowy, a kiedyś siatkówkę. Tak, bardzo lubię czytać, chociaż nie lektury. Ciągnie mnie do przygodowych książek, tych realistycznych…

Kinga jest wesołą, towarzyską, niezwykle otwartą nastolatką. Tak w każdym razie mówi o Niej mama Marzena. I robi się coraz bardziej podobna do swojego taty, który odszedł w styczniu 2008 roku pod opieką wołomińskiego Hospicjum Opatrzności Bożej Księży Orionistów. Jego choroba spadła niczym przysłowiowy grom z bardzo jasnego nieba. Byli szczęśliwą rodziną, zawsze i wszędzie we czworo, bo Kinga ma jeszcze starszą o 4 lata siostrę Natalię. Wspólne obiady, wspólne wieczory, wyjazdy, zabawy, podczas których tata był duszą ich malutkiego towarzystwa. Wesoły, otwarty, żartujący…, tak jak Kinga. Kiedy umierał, kończyła pierwszy semestr piątej klasy i już doskonale mogła pojąć ogrom straty.

– Przygotowywałyśmy się, że od nas odejdzie, ale i tak razem z siostrą bardzo przeżyłyśmy jego śmierć. Mama też i czułyśmy, że musimy jej pomóc, by się nie załamała. To prawda, że czas leczy rany, ale tylko jeśli ma się blisko osoby, które wspierają i które same wymagają naszego wsparcia. Wówczas trzeba się zmobilizować.

W trakcie rozmowy Kinga jeszcze kilkakrotnie wraca do… swoich bliskich, o których myślenie w tamtym trudnym czasie pomogło przetrwać. Od Jej mamy usłyszę później, że dla tej młodziutkiej dziewczyny najbardziej na świecie liczy się rodzina. Pewno dlatego marzeniem Kingi jest podjęcie po studiach apelu o adopcję serca i zaopiekowanie się osieroconym dzieckiem z Afryki.

Na razie sama jest podopieczną Funduszu Dzieci Osieroconych i adresatką wielu serdecznych gestów. Jeszcze w roku śmierci taty obie z Natalią otrzymały na gwiazdkę prezenty, a w następnym roku przydarzył się Winiec, czyli fantastyczny obóz żeglarski, o którym wciąż opowiada z entuzjazmem. Przygoda z łódkami była jednorazowa, ale Kinga ma nadzieję, że do żeglarstwa wróci.

Przez dwa lata otrzymywała z ramienia Funduszu tak zwane wsparcie edukacyjne, czyli pieniądze na rozwój swoich zainteresowań i talentów. Dzięki nim mogła zacząć się regularnie uczyć gry na keyboardzie, instrumencie, z którym kojarzył się Jej tata prowadzący amatorski zespół muzyczny.

Kinga regularnie obejmowana jest też akcją „Uśmiech Dziecka na Dzień Dziecka”, w ramach której z okazji czerwcowego Święta spełniane są Jej drobne marzenia, oraz „Kolorowym Piórnikiem”, czyli wielką społeczną zbiórką szkolnych wyprawek.

Nie skrzywdziłaby nikogo – mówi o córce mama. – To bardzo dobre dziecko. Taki mój Przyjaciel.